Dubaj przywitał nas feerią świateł i iluminacji niezasypiającego miasta. Widok wieżowców odbijających się w wodzie, ruch uliczny i neonowe reklamy tworzyły bajeczny, niemal filmowy krajobraz, który trudno było oderwać od oczu. Nawet krótki postój w tym mieście dawał poczucie, że jesteśmy w miejscu pełnym energii i nieskończonych możliwości.
Sam port lotniczy w Dubaju to niemal państwo w państwie – ogromny, nowoczesny i pełen atrakcji. Poraziła mnie wielkość terminali i odległości między nimi, które sprawiały wrażenie, że przemieszczasz się po mieście, a nie po lotnisku. Dlatego, mimo że czekały nas aż pięć godzin do kolejnego lotu, nie było mowy o wyjściu na miasto – czasu starczyło jedynie na spacer po terminalach i podziwianie ich niesamowitej architektury.
Czas było zbierać się na ostatni lot – z Dubaju do Maskatu, stolicy Omanu. Jeszcze ostatni rzut oka na panoramę miasta: centrum pełne wieżowców, a wśród nich majestatycznie wznosząca się Burj Khalifa, która wyglądała jak strażnik miasta. Ten widok z powietrza na długo zapadł mi w pamięć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz