Oman
nie krzyczy. Nie próbuje zachwycić na siłę ani nie konkuruje z
sąsiadami rozmachem. To kraj, który odsłania się powoli — im dłużej w
nim jesteś, tym więcej pokazuje. Spokojny, autentyczny i wciąż
zaskakująco mało turystyczny, jakby celowo trzymał się z dala od
masowych szlaków Bliskiego Wschodu.
Tutaj
krajobraz zmienia się z kilometra na kilometr. Złote pustynie
przechodzą w surowe, skaliste góry, te z kolei opadają ku szerokim,
niemal pustym plażom. Pomiędzy nimi kryją się wadi — naturalne doliny i
dawne koryta rzek, wypełnione turkusową wodą i zielenią, które wyglądają
jak miraż pośrodku suchej ziemi. To właśnie one najlepiej pokazują
kontrasty Omanu.
Choć
Oman powierzchnią niemal dorównuje Polsce — 309 500 km² wobec 312 696
km² — wrażenie przestrzeni jest zupełnie inne. Kraj zamieszkuje zaledwie
około 4,6–4,7 miliona ludzi. Dla porównania: w Polsce żyje ich ponad
osiem razy więcej. Ta różnica czuje się na każdym kroku. Długie drogi
bez zabudowań, małe miejscowości wtulone w góry, cisza, która nie jest
pustką, lecz luksusem.
Oman to miejsce, w którym czas płynie wolniej. Kraj, który nie musi niczego udowadniać — wystarczy, że jest sobą. I właśnie dlatego zostaje w pamięci na długo.
Przygotowania
do podróży, jak zwykle, zaczęły się od polowania na bilety lotnicze.
Ceny potrafiły być skrajnie różne — wszystko zależało od tego, czy
chciało się dotrzeć na miejsce szybko i bezpośrednio, czy wybrać dłuższą
trasę z przesiadkami, ale za to bardziej ekonomiczną.
W międzyczasie
trwało poszukiwanie informacji o atrakcjach kraju i planowanie trasy
zwiedzania. Każdy wadi, fort czy ukryta plaża stawały się punktem na
mapie, a każdy kilometr podróży trzeba było dobrze rozważyć, żeby nie
przegapić najciekawszych miejsc.
cdn......







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz